Ósmy rok Adama - zapisuje Mama
Blog > Komentarze do wpisu

Lato z grami i dżemami

Lato spędzamy w mieszkaniu. Ja wysiaduję swoje 8 godzin codziennego dyżuru, Adam szuka rozrywek, zadręczając mnie średnio co godzina dramatycznym jękiem: "Co robić?" Propozycję wyjazdu na tydzień do babci jednej lub drugiej przyjął szlochem i spazmami, że on "będzie tęsknił, nie wytrzyma bez rodziców, będzie mu niewyobrażalnie smutno" oraz podał z 10 innych argumentów, więc nie mieliśmy serca się pozbywać dziecięcia tylko dla własnych pragnień ciszy i spokoju.

Zatem małżonek, po serii obron licencjackich, z których wracał zawsze z bukietem kwiatów, że niby to dla mnie, bo inni obdarowywali kwieciem panie z dziekanatu, ucieka na działkę, z której zwozi kilogramami porzeczki, jabłka, śliwki. O ile z porzeczkami zrobiłam porządek, uruchamiając domowe przetwórstwo spożywcze i wypełniając cały zapas około ćwierćlitrowych słoików owocowymi miksami, o tyle na śliwki i jabłka pomysły mi się wyczerpały. Po tygodniu wcinania gęstych kompotów chyba znów stanę przy garach i pozamykam owoce w pół- oraz litrowe weki, bo już tylko takie szkło mi zostało.

Przed nastaniem wakacji zrobiłam z Adamem umowę, że ćwiczymy rękę. Wydobyłam z szafy zapomniane "Naucz mnie mamo" i rąbiemy jedno po drugim "zadanie na pisanie" (ale nie więcej niż 3 dziennie). Jechanie przez przerywane linie słabo idzie, zwłaszcza, gdy linie skręcają, a już w ogóle fatalnie, kiedy mają kształt spirali. Ale nie odpuszczam i zachęcam. Czasem Młody wścieka się, rzuca ołówkiem, obraża, lamentuje na okrutną mamę, która zagania go podczas wakacji do tak ciężkiej pracy. Z drugiej strony umowa obejmowała też nagrodę - godzinę dziennie grania na komputerze po zrobieniu ćwiczeń. Więc jest motywacja. W praktyce jest tak, że gra więcej. Chcąc zyskać jeszcze pół godziny komfortu pracy w ciszy i skupieniu, opóźniam moment "Adasiu, kończ", bo wiem, że chwilę po wyłączeniu komputera Syn przyjdzie, zawiśnie mi na plecach i powie "co robić?", a wszystkie 10. propozycji, które mu wymienię, zostanie natychmiast odrzuconych. Ostatecznie sam sobie coś wymyśla i zyskuję kolejne pół godziny spokoju. Po 15.00, kiedy zamykam laptop, rzuca się na mnie z kolejnym "co robić?" Aaaach! Co można robić w domu z 6-latkiem?

Strasznie trudno go zadowolić, zwłaszcza że Adam w tym roku ma niechęć do przebywania na placach zabaw, a szczególnie do integrowania się z dziećmi. Opowieści o siadywaniu na placu zabaw z gazetką lub książką i kiwaniem nóżką, od czasu do czasu rzucając wzrokiem, czy dziecię nie robi krzywdy sobie lub komuś, mogę włożyć między bajki. Zawsze, ale to zawsze, muszę być towarzyszką zabawy, a mnie z kolei się nie zawsze uśmiecha ganianie z patykiem i udawanie jakiejś fikcyjnej postaci, więc mój entuzjazm w chodzeniu na place zabaw też nie jest ogromny. Zajęcia plastyczne Młodego kompletnie nie rajcują, samochodziki są wg niego nudne, a i Lego po jakimś czasie mamy oboje dosyć. Ratuję się planszówkami, ale nie można przecież w kółko grać. Zatem CO ROBIĆ?

Byliśmy na Wawelu, gdzie Adam po raz kolejny zaniósł tajemnicze życzenie do Dzwonu Zygmunta. Byliśmy na Jarmarku Świętojańskim, na basenie Wandy, w kilku sklepach z Lego na zasadzie "przyjść, pooglądać, wyjść", we wsi Z. i na działce. Ale w większości przypadków Młody odmawiał wyjścia z domu. Jakby miał niedosyt tego "bycia u siebie", jakby się nie mógł nacieszyć swoim pokojem, po 2 latach od zamieszkania w nim. Po wczesnym, dość intensywnym dzieciństwie, kiedy dużo podróżowaliśmy po okolicach Krakowa, być może ma taką potrzebę wyciszenia. Szanuję to i nie gonię z weekendowej imprezy na imprezę, jak dawniej. Zresztą coraz częściej pracuję w weekendy.

Ja sama nie podzielam tego zamiłowania do domatorstwa. Przebywając cały czas w domu, mam potrzebę wyjścia, choćby na zakupy, co przecież zawsze wiąże się ze spacerem. Dwa miesiące temu zapisałam się na zumbę do NCK i uczęszczam regularnie, a moje mięśnie piszczą z radości. Adaś po dwóch wizytach w roli obserwatora stwierdził, że "nie chce patrzeć, jak mama się męczy" i woli już wieczory z tatą. A mnie leci pot po tyłku (dosłownie), lecz efekt widoczny w lustrze jest wart tego wysiłku. Mam wrażenie, że mając drugie tyle na karku wyglądam lepiej niż w wieku 18 lat? A może wtedy miałam więcej kompleksów? ;)

czwartek, 19 lipca 2012, monilia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: malgorzta, *.rev.vline.pl
2012/07/19 15:40:47
Czy dżem śliwkowy nie wchodzi w grę?
Pycha:)
-
2012/07/19 22:43:18
Wchodzi, wchodzi, tylko muszę mieć jednorazowo tyle śliwek, żeby się opłacało ten dżem robić. Dla jednego słoiczka się nie poświęcam :)
-
Gość: caligine, *.adsl.inetia.pl
2012/07/20 00:14:00
Ze śliwek polecam czekodżem - coś jak nutella, tylko o wiele zdrowszy, bez zbędnych dodatków, przepyszny. Wydaje mi się, że Adasiowi będzie smakować :) Ja dostałam słoiczek w zeszłym roku, sama jeszcze nie robiłam, czekam na węgierki, bo z nich jest najlepszy. Będę korzystać z któregoś przepisu z blogów kulinarnych. To warto zrobić nawet dla jednego słoika :)
-
2012/07/22 10:26:02
Na razie zapakowałam 3 litry gęstego kompotu do słoików. Czekodżem zrobię z tzw. resztówki. Dzięki za podpowiedź