Ósmy rok Adama - zapisuje Mama
Blog > Komentarze do wpisu

Listopadowy przełom

Tak jakoś niespodziewanie doszło do przewrotu, rewolucji na skalę, jakiej dotąd nie było. Dla mnie ta sytuacja wciąż jest nowa, ale powoli się przyzwyczajam. Otóż ADAM MA KOLEGĘ. Niby nic nadzwyczajnego, ale dotąd z reguły bawił się samotnie, niemający rodzeństwa, odseparowany z racji miejsca zamieszkania od rówieśników z przedszkola, nieznający miejscowych dzieci. Tymczasem po dwóch miesiącach wspólnego siedzenia w ławce między Adamem a Konradem wreszcie "zaskoczyło" i zaczęli się integrować także poza szkołą. Jeszcze we wrześniu czy październiku wcale nie rozmawiali ze sobą w szkolnej szatni, tylko każdy zajmował się swoim workiem z butami i szedł do domu, bez oglądania się na drugiego. Październikowe temperatury sprawiały, że chłopcy mieli okazję spotkać się na osiedlowym placu zabaw (Konrad ma tu babcię), a potem, już w listopadzie doszło spontanicznie do wizyty domowej (najpierw Adaś u babci Konrada, potem Konrad u nas, wreszcie Adaś w domu Konrada na sąsiednim osiedlu) i... poszło!

Chłopaki umawiają się teraz prawie codziennie (z wyj. dni, kiedy Adam ma szkołę muzyczną), grają w gry na cztery ręce, bawią się Lego i gadają o rzeczach, które mnie niespecjalnie fascynują, czyli komputerowych gierkach. Wypuszczam syna samego z domu, pozwalam biec do sąsiedniego bloku bez nadzoru, zgadzam się na to stukanie w gierki, bo wiem, że to jest ich świat, ich dzieciństwo, teraźniejsze fascynacje. Oczywiście kontroluję, w co grają i limituję czas. Po 2 godzinach jest "game over" i nie ma zmiłuj. Fajne jest to, że chłopaki w ogóle się nie kłócą (jak dotąd). Pamiętam spotkania z Drugim Adasiem - zawsze w którymś momencie wybuchała awantura, foch, niezgoda, zawsze obaj szukali interwencji u rodziców, bo niby chcieli się pogodzić, a nie potrafili, bo żaden nie chciał ustąpić. W przypadku Adama i Konrada tego problemu nie ma: albo są jako 7-latkowie bardziej dojrzali, albo dopasowali się pod wzgl. temperamentów. Razem w ogóle nie są inwazyjni, nie muszę mieszać się do ich spraw, Wchodzę do pokoju, żeby podrzucić coś do picia, jedzenia, obwieścić koniec gry i mogę spokojnie wycofać się do swojej pracy. Trochę mi jeszcze dziwnie, kiedy dziecka nie ma w domu, bo jest u kolegi. Czas pędzi. Kończy się dzieciństwo, jeszcze trochę i nastąpi faza buntu, stracę przynajmniej część autorytetu na rzecz kolegów. Przyjaźń Adama z innym dzieckiem dała mi bardziej odczuć to, że syn dorasta niż jego pójście do szkoły. Już nic nie będzie takie samo. I tak powinno być.

czwartek, 21 listopada 2013, monilia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: margolka, *.dynamic.chello.pl
2013/11/22 18:59:12
... i ani się obejrzysz, a będzie "moja dziewczyna". Itd...;)
-
2013/11/25 18:04:55
Chyba jeszcze nieprędko. Ale może mnie pewnego dnia zaskoczyć :)
-
Gość: margolka, *.dynamic.chello.pl
2013/11/25 20:57:34
...na mnie kandydatka na synową na razie mówi "ciociu";)