Ósmy rok Adama - zapisuje Mama
Blog > Komentarze do wpisu

Wśród dźwięków klawiszy w Nowy Rok z kupą na bucie

W Nowy Rok odbudowałam wszystkie zestawy Cobi z serii Grunwald, w których posiadaniu był Adam. Zeszło mi na tym z pół dnia, ale ten zachwyt w oczach, jaki potem zobaczyłam wart był tych godzin spędzonych na robocie Kopciuszka (jak z góry klocków wyłuskać ten jedyny pasujący element). Bardzo mnie taka robota relaksuje, więc jeśli ktoś ma jakieś zestawy w domu nieposkładane od lat, proszę pisać na priv (żartuję oczywiście).

Adam wrócił do szkoły podstawowej, chyba nawet trochę stęskniony; muzyczna jeszcze na feriach świątecznych. 3 tygodnie przerwy to bardzo dużo, zwłaszcza przy nauce gry. Młody dostał na święta 2 kolędy do rozpracowania, 2 piosenki z podręcznika Klechniowskiej i ekstra coś trudnego z "Zimowych igraszek". Na kolędy się zawziął od razu jak tylko ozdrowiał po żołądkowej niedyspozycji. Ćwiczył wytrwale, po 5 razy dziennie podchodził do pianina i grał. Do momentu aż uznał, że "Wśród nocnej ciszy" "Przybieżeli do Betlejem" opanował na tyle, by zmniejszyć częstotliwość ćwiczeń. Potem na tapecie była skoczna "Piosenka o konikach polnych", którą gra już z pamięci, oraz liryczna "Piosenka młodej Kurpianki". Aktualnie ćwiczy "Sannę" i powtórki z powyższych utworów.

Obawiałam się, że gra na pianinie będzie dla Adama uciążliwa, nudna, tymczasem on się autentycznie wciągnął. Nie muszę go specjalnie namawiać, żeby usiadł do instrumentu - codzienne ćwiczenie weszło mu w nawyk. Sam w dogodnej dla siebie chwili otwiera klapę i sunie po klawiszach. Jak mu nie idzie, zostawia pianino i wraca np. po godzinie, kiedy jest lepiej nastrojony do grania. Ćwiczy dotąd, dopóki nie zagra wybranych utworów bezbłędnie. Nie wyznaczam mu czasu prób. Po co trzymać go przy instrumencie na siłę. Wolę, żeby pograł 3 razy dziennie po 5-10 minut, niż pół godziny jednym ciągiem. Dzięki temu Adaś się nie zniechęca. Poza tym coraz częściej bawi się instrumentem. Gra szybciej, wolniej - próbuje swoich możliwości. Czasami testuje różne brzmienia z naciskiem na organowe improwizacje (to niewątpliwie wpływ słuchania koncertów organowych Krzysztofa Latały).

Widać, że granie na razie sprawia Adamowi przyjemność. I, co bardzo dobrze rokuje na przyszłość, nie peszą go występy publiczne. Wręcz przeciwnie, obecność słuchaczy innych niż rodzice działa na niego mobilizująco. Nie trzeba było go długo namawiać, by jednemu czy drugiemu wujkowi zagrał jakiś utwór, a wykonanie zrobiło na nich spore wrażenie (nie spodziewali się, jakiego mają zdolnego bratanka, ha!). Z kolei chrzestnemu grał kolędy przez telefon i był to nawet jego pomysł, by zrobić wujkowi prezent. W marcu nauczycielka pianina ma zorganizować tzw. audycję, czyli występ swoich uczniów w szkole. I też jestem pewna, że Adasia nie zje trema, choć będzie się przejmował i panikował w domu. Ten typ tak ma :)

Święta też mieliśmy nieco muzyczne. Kolędy z towarzyszeniem pianina, płyt, na świątecznej mszy w Mogile. Orkiestra (niezbyt wysokich lotów, moim zdaniem) podczas kolejnej mszy w pewnej miejscowości za Rabą, a dwa dni później fantastyczny koncert w kościele na Szklanych Domach. Udało mi się zdobyć wejściówki na "Kolędy Pospieszalskich" i mimo że cały koncert staliśmy z braku miejsc siedzących, to i atmosfera występu, i muzyka były tak porywające, że zapomniało się o niedogodnościach. Nie podobała mi się jedynie popowa aranżacja "Nie było miejsca dla Ciebie". Uszami wyobraźni zamiast Lidki Pospieszalskiej słyszałam tam "miauczenie" Justyny Steczkowskiej. Inne przeróbki kolęd, w rytmach latino, bossa novy czy też z ludowymi melodiami, a nawet z motywem z Chopina, były porywające i oczarowały nawet moją mamę, która do tej pory nie sympatyzowała z Janem Pospieszalskim. Przyznała, że się nie spodziewała, iż to będzie taki dobry koncert. Adaś też wyszedł błogo uśmiechnięty, a potem podśpiewywał przez drogę powrotną do domu "Kolęda płynie z wysokości".

W sylwestrową noc musieliśmy oglądać niestety pokazy fajerwerków na youtube. Mgła/smog/dym* (niepotrzebne skreślić) skutecznie uniemożliwiały zobaczenie czegokolwiek efektownego na nowohuckim niebie. Mieszkańcy osiedla albo nie mają daru do puszczania fajerwerków, albo zakupili jakiś chiński sort. Ani nie chciało to lecieć w górę, ani rozbłyskiwać, więc pogapiwszy się chwilę na nieudany pokaz pirotechniczny na łączce obok NCK, wróciliśmy do domu i odpaliliśmy race w komputerze. Jakiś 10-minutowy pokaz synchroniczny z towarzyszeniem muzyki w jakości HD. Czad! Za to zupełnie nie wiedziałam, że Polsat transmitował jakiś koncert z Gdyni, który pobił rekordy, jeśli chodzi o oglądalność, i nie zobaczyłam na żywo manekina Maryli Rodowicz.

Miałam mocne wejście w Nowy Rok, albowiem tuż po północy podczas spaceru wdepnęłam butem w gówno i poczytałam to za dobrą wróżbę na 2014 rok. Jedni mówią, że to na szczęście, drudzy, że na pieniądze. Jednego i drugiego nigdy za dużo. I żeby jeszcze zdrowie było. 

piątek, 03 stycznia 2014, monilia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: margolka, *.dynamic.chello.pl
2014/01/03 22:52:10
:) No, ja też chcę Adasia usłyszeć! :)
-
2014/01/05 14:24:26
może kiedyś zarejestruję nagranie wideo.