Ósmy rok Adama - zapisuje Mama
Blog > Komentarze do wpisu

Z perspektywy i z pieczątką

Mam już regon, wczoraj kupiłam sobie uniwersalną pieczątkę w markecie. Pierwsza inwestycja w "firmę", hehe. W pracy wysyłam maile w rodzaju "czy może Pan w tytule zamienić "k..." na "prostytutki?" i dostaję odpowiedź "a "dziwki" mogą być?", więc przed osiągnięciem stanu totalnej głupawki chroni mnie rodzina. Przychodzi Adam ze swoimi atłasowymi policzkami, przytula i już osiągam stan równowagi psychicznej. Wygląda na to, że będę mieć teraz wolne weekendy, co bardzo lubię: wysypianie się, nieśpieszną krzątaninę, domowe porządki, nawet gotowanie.

Jest czas, żeby zaplanować jakieś zajęcia na mieście: pozostajemy wierni comiesięcznym koncertom dla dzieci w Filharmonii Krakowskiej oraz cyklowi Akademia Małego Odkrywcy w Muzeum Historycznym. Ostatnio malowaliśmy gipsowe płytki mające przypominać kafle i wyszedł z tego niezgorszy obrazek, który można by powiesić na ścianie, w niedzielę idziemy na zajęcia o krakowskiej architekturze. Byliśmy też na warsztatach szopkarskich i chętnie je powtórzymy. Adam malował witraże (anioła i choinkę) do tekturowej szopki przygotowywanej przez dzieci pod okiem Anny Malik. Będzie ją po 25 stycznia można zobaczyć na pokonkursowej wystawie szopek.

Niechętny pracom plastycznym w domu, na zajęciach bez szemrania chwyta za pędzel czy klej i działa. Lubię patrzeć na ten wysunięty język, który jest oznaką twórczego zaangażowania. Co ciekawe, podczas gry na pianinie Młody nie wyciąga języka, natomiast łapie oddechy w rytm utworu, jakby miał wyśpiewać, a nie zagrać daną frazę muzyczną. Cieszę się, że zaraziłam Adama pasją muzealną, że się nie nudzi podczas oglądania wystaw i warsztatów. Pod koniec grudnia zabrałam go na Wieżę Ratuszową. Większym przeżyciem było dla niego wchodzenie i schodzenie po stromych schodach, gdzie za poręcze służył łańcuch, niż widoki roztaczające się z okna wieży. A przy pięknej słonecznej pogodzie było na co popatrzeć.

Lubię Kraków z perspektywy jego wież, zagadki w rodzaju "rozpoznaj budynek po dachu", nakładania się na siebie architektury dawnej i współczesnej, mniej lub bardziej udanych połączeń, czucie podskórnego tętna miasta, które na pozór jest nieruchome. Patrząc, dziwię się: oto tu jestem; tak pokierowałam życiem, czy też ono mną, żeby spełnić dziecięce marzenie "mieszkać w Krakowie". 

czwartek, 09 stycznia 2014, monilia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: margolka, *.dynamic.chello.pl
2014/01/09 23:24:38
Bo Ty zawsze brałaś życie w swoje ręce - niekoniecznie dałaś się nosić fali. Do dziś Ci tej umiejętności zazdroszczę... Ale to pozytywna zazdrość, dla mnie mobilizująca:)
-
2014/01/10 09:05:01
Gosiu, nigdy nie myślałam o tym w ten sposób!