Jestem Adaś, mam 3 lata i jestem ciekawy świata
RSS
poniedziałek, 08 lutego 2010
"Dlaczego mężczyźni golą wąsy, a kobiety nogi"?

Tak długiej przerwy w pisaniu jeszcze nie było. Powinnam zmienić formułę blogu, żeby nie wpadać w zaspy zaległości, które narastają z każdym miesiącem. Takie mi się zimowe porównanie nasunęło, choć na co dzień udaję, że tej zimy nie ma. Poruszam się przetartymi, odśnieżonymi szlakami. Ani nie zjeżdżam na skróty, ani nie wykonuję niekontrolowanych poślizgów, ani nie zapadam się zbyt głęboko w szaro-białą grudę. Wszystko to dosłownie i w przenośni. Na sankach byliśmy z Młodym może dwa-trzy razy. Częściej już zdarza nam się jechać na basen. Ubrani na cebulkę karnie drepczemy dzień w dzień do przedszkola/pracy. Adam jest w tym sezonie wyjątkowo zdrowym egzemplarzem (być może odziedziczył odporność po mnie i tak mu zostanie), ja mimo niezaszczepienia się przeciwko grypie też się jakoś trzymam, więc jedyne, co nam dolega, to nieuleczalna choroba cywilizacyjna, polegająca na chronicznym braku czasu.

W Nowy Rok weszłam z postanowieniem, aby nie przejmować się tym, na co nie mam wpływu, lub bardzo ograniczony, i lżej mi na duchu. Nie udało mi się dokonanie jednej - dość znaczącej - zmiany w życiu zawodowym. Trudno, płakać z tego powodu nie mam zamiaru. Plusy obecnej sytuacji także są, i to całkiem spore. Uprawiam dalej swoje pracowe poletko, ale w trochę innej roli. Odkryłam niedawno - ku swojemu wielkiemu zdumieniu - że nauczyłam się wreszcie delegować zadania na innych. Teraz jeszcze muszę się pozbyć poczucia winy z tego powodu. Pracuję nad tym :)

Adam jest na etapie zadawnia mnóstwa bardzo ważnych i poważnych pytań, np. "Co stanie się z kotem, którego przejedzie samochód?", "Co to znaczy "rozbić namiot"?", "Czy we wszystkich domach są wodomierze?", "Dlaczego mężczyźni golą wąsy, a kobiety nogi"? "Dlaczego ptaki nie śpiewają podczas mrozu?" itp. itd. Zainspirował się serią kreskówek o rodzinie Pytalskich, ale też powodowany specyficzną dla siebie ciekawością świata. Staram się odpowiadać na wszystkie pytania. Szukam w głowie definicji, która językowo byłaby zrozumiała dla 3,5-latka, która nie powodowałaby zadawania tysiąca pytań pomocniczych, a która pozwoliłaby choć częściowo wyjaśnić zagadnienie i tym samym zadowolić małego poszukiwacza. Na ogół mi się to udaje. Nie ignoruję żadnego z pytań. Nie odsyłam do: "Będziesz starszy, to zrozumiesz". Nie waham się powiedzieć "Nie wiem", gdy coś przerasta moją skromną wiedzę. Nie zbywam byle czym. To też dla mnie wielkie wyzwanie. Większe niż cele wytyczone na nowy rok w firmie. Ktoś przeczytał mi horoskop na 2010 r., w którym m.in. napisano, że ten rok poświęcę rodzinie. Tyle zapamiętałam. Nic więcej.

01:58, monilia
Link Komentarze (2) »
środa, 04 listopada 2009
Przedszkolak pełną gębą

Adam został wczoraj oficjalnie przedszkolakiem. Pamiętając naszą wpadkę z 5-minutowym spóźnieniem się na żłobkowe występy, kiedy zostało nam miejsce już tylko na tyłach sali, tym razem stawiliśmy się przed czasem. W pełnym rynsztunku, tj. z aparatem w ręku i w foliowych ochraniaczach na buty, co by nie zadeptać różowej (a może beżowej) wykładziny, zasiedliśmy w pierwszym rzędzie. Czekamy. Najpierw Pani Dyrektor Ą Ę wystąpiła z pogadanką dla rodziców, którzy wiercili się niecierpliwie. Wreszcie weszły dzieci.
Najpierw wbiegła zapłakana lokomotywa. Zanosząc się od płaczu, popędziła prosto w ramiona mamy i nie powróciła na środek do końca występu. Za lokomotywą wtoczyła się reszta pociągu. Wagony co rusz rozłączały się - co drugi ryczał wniebogłosy - było to tyleż straszne, co śmieszne. Dla mnie cała ta sytuacja była komiczna. Adaś nie płakał. Truchtał w końcówce składu i zauważywszy nas, posłał nieśmiały uśmiech, ale nie wychodził z przypisanej mu roli. Wyrecytował tekst powitania, skutecznie zagłuszany przez wyjące dzieci, wrócił do szeregu i przez resztę przedstawienia aktywnie w nim uczestniczył, śpiewając, tańcząc i klaszcząc (płaczące maluchy zostały w międzyczasie odesłane do rodziców). Ubrany w garnitur (bez marynarki), Syn zdecydowanie odstawał od grupy (hmm... ponoć obowiązywał strój galowy), i - muszę przyznać - wywołał szmerek uznania wśród rodziców (udałam, że nie słyszę szeptów za plecami), choć nie zamierzałam go wyróżniać - sądziłam, że wszystkie dzieci będą eleganckie, a tu poplamione podkoszulki i pospuszczane rajtki...
Samo pasowanie polegało na pacnięciu w ramię dziecięcia pluszowym kwiatkiem i wręczeniu mu dyplomu oraz "kuferka obfitości", w którym była okolicznościowa przypinka i 3 cukierki. O obfitości nie ma tu co mówić, ale dzieciaki i tak były zadowolone, natychmiast napychając sobie buzie słodyczami.
Adam przyjął to pasowanie spokojnie, dojrzale i świadomie, czego nie można powiedzieć o tych wszystkich zapłakanych i zasmarkanych dzieciaczkach, dla których było to niewątpliwie traumatyczne przeżycie, a których rodzice - wijących się i łkających - wypychali z powrotem na środek sali. Prawdopodobnie przyczyniły się do tego uprzednie doświadczenia żłobkowe - już wiedział, czego się spodziewać po takiej imprezie.  Ale nasze początki w przedszkolu też nie były łatwe.
Pierwszego dnia, kiedy odbierałam Adasia, na pytanie "Jak było?", odpowiedział ze stoickim spokojem "Wszystko dobrze". A potem w domu zaczęła się jazda... - Ja nie chcę chodzić do przedszkola. Ja już tam nigdy więcej nie pójdę! - Dlaczego? - Bo mi się tam nie podoba! - Co ci się nie podoba? - Bo przedszkole przypomina żłobek...
No tak - tyle było gadania o tym przedszkolu, spodziewał się czegoś wyjątkowego, a tu... to samo, co już zna, tylko w trochę innym wydaniu. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. I kolejnego także. Tylko argumenty były już inne: - bo zabawki są brzydkie, - bo dzieci są niegrzeczne, - bo... tak w ogóle to nie jest przedszkole, tylko sklep (o!).
Stan taki trwał mniej więcej tydzień: codzienne upewnianie się "kto po mnie przyjdzie i czy na pewno wcześniej" (początkowo ja miałam urlop i gnałam po niego o 13.), wymyślanie różnych popołudniowych atrakcji, które miały być nagrodą za pojście do przedszkola. Nagle, po kolejnej porcji porannych spazmów, kiedy myślałam, że już gorzej być nie może, Adam oświadczył, że... smakuje mu przedszkolne jedzenie.
Zabrał zająca do przytulania podczas leżakowania, żeby mieć tam coś swojego. Potem nieśmiało zaczął opowiadać o zabawach, śpiewać nowe piosenki i... dał sie wciągnąć w przedszkolne trybiki. Zapewniał solennie, że dzieci są już grzeczne, a zabawki ładne. Myślę, że duży wpływ na to, że nagle i nieoczekiwanie nastąpiła zmiana o 180 stopni, miały także inne dzieci, które, podobnie jak on, zaakceptowały pobyt w przedszkolu i przestałyrozpaczać. Teraz czuje się już pewnie w nowym miejscu, choć bawi się głównie z dziećmi, które zna ze żłobka - Emmą i drugim Adasiem. O innych kolegach nie opowiada.
"Manifestuje swój upór, niezależność, jest bardzo nerwowy - potrafi rzucić zabawką o podłogę, albo demonstracyjnie odmówić udziału w zabawie. Ale jednocześnie jest niezwykle chłonny, jeśli chodzi o wiedzę, nowe umiejętności, chętny do współpracy. Błyskawicznie zapamiętuje, ma trafne spostrzeżenia, wyróżnia się niepospolitą inteligencją na tle grupy". To nie moje słowa - tak określiła go wychowawczyni. Młoda, szczupła, stała klientka solarium i miłośniczka mocnego makijażu, zwłaszcza oczu. Niejedna mama była zaskoczona jej wizerunkiem, spodziewając się nie żylety, a ciepłej, pulchnej pani przedszkolanki. W każdym razie szybko odszyfrowała, że na Adamka istnieje tylko jeden sposób - spokój.

18:19, monilia
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 października 2009
Syn mi się oświadczył

- Mamo, a jak dorosnę, będę tatą - obwieścił dumnie Adam pewnego poranka. - Tak, Synu, zapewne będziesz kiedyś tatą - odparłam. - A ile będziesz chciał mieć dzieci? - pytam. - Noo... jedno, a może dwa... - Bardzo rozsądnie - uśmiechnęłam się. - A kto będzie mamą? - dociekam. - Bo żeby mieć dzieci potrzebna jest jeszcze żona [no dobra, niekoniecznie, ale to mu kiedy indziej wytłumaczę]. - Ty będziesz moją żoną, moja kochana mamo... - Yyy, eee... bardzo się cieszę, ale wiesz, ja już jestem zajęta... - Jak jesteś zajęta? - No... mam już jednego męża. Moim mężem jest Twój tatuś. Nie mogę mieć drugiego męża - Ciebie. Jesteś moim Synkiem, nie możesz być moim mężem. Widzę, że to tłumaczenie nie bardzo do niego przemawia. Uśmiechnięta przed chwilą buzia zgasła, oczy spuszczone. - Nie martw się - mówię. - Przecież skoro jesteś takim fajnym chłopakiem, to na pewno będziesz miał świetną żonę! Poznasz jakąś miłą dziewczynę i ona zostanie twoją żoną - nie ja. Ty będziesz tatą, ona będzie mamą. A ja będę babcią - snuję plany. - Ale będzie wesoło - dodaję. - Dobrze - twarz Adasia pogodnieje. - To naprawdę fajny pomysł, mamusiu.

*****
Przerabiamy kolejną literkę z "Pociągu z literkami". Hasło "horoskop". - Jaki jest Twój znak zodiaku - pytam Adasia. - Dziecięta! - wykrzykuje :)

13:07, monilia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51